Mazowieckie / Warszawa Zmień
np. wózek, opel, niania...
Wszystkie ogłoszenia
Mazowieckie / Warszawa

Tracę nadzieję - błagam przeczytaj

Data dodania 23/04/2012
Adres Praga-Południe, 01-001 Warszawa, Polska
Pokaż mapę
Oferowane przez Schronisko
Mam na imię Malwinka.. urodziłam się w domu pełnym kotów. Nigdy nie wydawało mi się dziwnym, że tyle zwierząt mieszka w jednym miejscu, a wszystkie meble przykryte są gazetami.

W domu czułam się bezpiecznie i „znajomo”. Chociaż może nie do końca jest to prawdą, bo zawsze byłam inna niż rodzeństwo. Często głód zaglądał mi w oczy, kiedy nie upominałam się o jedzenie, po prosu go nie dostawałam. Przez to, że byłam inna rówieśnicy niechętnie się ze mną bawili, starsi odpychali.

Zdarzało mi się tracić przytomność. Budziłam się śmierdząca, obolała, poobijana. Z ogromnym bałaganem dookoła. Stan życia na pograniczu świadomości trwał nieraz dwa, trzy dni. A potem walczyli o mnie lekarze.

Coraz bardziej wykluczona z społeczeństwa przestałam rosnąć i zamknęłam się w sobie. Potrafię usiąść i patrzeć się w ścianę, a tak naprawdę marzę wtedy i śnię. Czasem chodzę w kółko i wydaje mi się, że przemierzam cały świat

Któregoś dnia w naszym domu pojawiły się młode dziewczyny, pierwsze które pochyliły się nad moim losem, wzięły na ręce, przytuliły. Jeszcze nigdy się tak nie czułam. Razem ze mną wzięły kilka kotów na zabieg. Znowu lekarze i chemiczny zapach farmaceutyków. Zasnęłam spokojnie, a po wybudzeniu stwierdziłam, że w zamian za coś podarowany mi został kawałek nitki w brzuchu. Nazywali to szwem i cieszyli się, więc cieszyłam się i ja.

Potem zaczęłam kichać, nie mogłam nic jeść (mimo że posiłki pierwszy raz były tylko dla mnie, bez rywalizacji!), nie mogłam oddychać. Przyszło załamanie odporności, a ja nigdy nie byłam szczepiona.

Często padało słowo „adopcja”. Kiedy jechałam do nowego miejsca nie spodziewałam się, że spotkam tam ciepłych, miłych ludzi, nie będzie smrodu i gazet w każdym miejscu. Bałam się, że to stracę, nadmiar mnie przytłoczył, zapadałam się w sobie. Kręciłam się w kółko lub wręcz przeciwnie, nie ruszałam się z miejsca żeby zbędnym ruchem nie spłoszyć tej fatamorgany. Przyznaję – nie jadłam. Chorowałam.

Dalej był płacz, strach i zawiedzione nadzieje. Lekarze. Coraz zimniej.

Po nie wiem ilu dniach obudziłam się znów w szpitalu, podłączona do kroplówek, z wenflonem w żyle. Postanowiłam spróbować jeszcze raz. Jem. Chodzę. Śpię. Wszystko widzę jak za mgłą, która czasami się przejaśnia. Są ludzie, którzy chcą mi pomóc, a ja od czasu do czasu wyściubiam nos z mojego świata.

Teraz gdy przyjmuję w karmie leki, ataki zdarzają mi się rzadziej.. właściwie w co nie mogę uwierzyć od miesiecy nie miałam żadnego.

Chciałabym mieć znów dom, ale taki prawdziwy, bo teraz jest nim tylko ciasna klatka. Chciałabym mieć ludzi, którzy nie będą się mnie bać. Pokochają, niezależnie od tego że sama nie wiem co jest rzeczywistością, a co urojeniem. Ludzi, którzy zaakceptują to, że za kilka dni, tygodni, miesięcy w moich oczach zobaczą pustkę i to będzie znak, że czas pozwolić mi zostać we własnej głowie i ich wspomnieniach.

Mam na imię Malwinka

Choruję na padaczkę.

Chcę nauczyć się żyć, nieważne na jak długo.

Malwinka traci nadzieję że ktoś kiedyś powie "kocham Cię" i weźmie ją w ramiona we własnym domu. My nie... Jeśli chociaż przez chwile pomyślałeś, ze jesteś w stanie dać tej kotce troche miłosci i karmę z lekarstwem raz dziennie. Zadzwoń pod numer nad formularzem.. napisz uzywając go.. ona nie da rady bez domu...
Malwina NIE JEST kotem, który wymaga opieki czy uwagi przez cały czas.
Malwinka JEST kotem, który wymaga podawania leków.
Idealny dla niej dom, to taki, który nie będzie jej stale wisiał na ogonie, a pozwoli się poprzytulać, pogadać, i da jej spokojnie zwiedzać świat lub odpoczywać.

Malwinka prosi o dom.. obiecuje odwdzieczyć się jak tylko bedzie umiała.

Wizyty: 1337



Dane kontaktowe ogłoszeniodawcy